![]()
„Ojciec dwustu dzieci” – tyle liczył Dom Sierot założony przez Janusza Korczaka – własnych pociech nie miał. Ale ma spadkobierców swoich metod wychowawczych. „Wszelkie totalitaryzmy brały się ze złego wychowywania” – twierdzą dziś jego kontynuatorzy
TEKST ADRIANNA KABZA-BIERNACKA
Zdjęcie: CORBIS
Dziecko nie jest niedoskonałym dorosłym, tylko innym rodzajem człowieka i należy to uszanować – mówił baczny obserwator świata dziecięcego, lekarz, pisarz, pedagog. Teorie pedagogiczne Korczaka były na początku XX wieku rewolucyjne: zamiast stosować kary cielesne, ośmieszanie i poniżanie dzieci, głosił ich prawo do własnego zdania i odmienności. Domagał się szacunku dla małych ludzi. Mówił, że dziecko nie jest własnością rodziców.
To on po raz pierwszy sformułował zasady będące podstawą współczesnego wychowania: stawianie granic, aktywne słuchanie, współodpowiedzialność i jasne reguły, bo zrozumiały świat daje oparcie i poczucie bezpieczeństwa.
Korczak nie podawał gotowych recept, bo uważał, że każde dziecko – tak jak każdy człowiek – jest jedyne i niepowtarzalne, lecz zachęcał, by relacje z dzieckiem opierały się na takich wartościach, jak szacunek, chęć porozumienia, życzliwość, które jak kompas będą wskazywać kierunek wychowania. Taka relacja – uważał – jest niemożliwa bez poznania dziecięcego świata. Pisał więc dla dorosłych językiem dzieci, tłumaczył ich uczucia i zachowania. Uczył dzieci mówić własnym głosem – redagował bodaj pierwsze na świecie czasopismo, którego autorami były dzieci – „Mały Przegląd”. Ukazywało się od 1926 roku aż do wybuchu wojny jako bezpłatny dodatek do „Naszego Przeglądu” – popularnej gazety Żydów polskich.
– Myśl Korczaka jest ciągle aktualna – mówi Marta Ciesielska, kustosz Oddziału Muzeum Historycznego m.st. Warszawy. – Zasady korczakowskiej pedagogiki są uniwersalne. Można je realizować w przedszkolu, można dzięki nim kształtować i wychowywać dorastającą młodzież. Nauka tolerancji, otwarcie na wielokulturowość, promowanie i praktykowanie praw człowieka odpowiadają wyzwaniom, jakie stawia współczesny świat.
Nie może panować nad innymi,
kto nad sobą nie panuje
Pawełek podchodzi do Tymka, ciągnie go za włosy. Tymek zaczyna płakać. Pan Tomasz, dyrektor warszawskiego przedszkola korczakowskiego Kajtuś Czarodziej, pyta: – Jesteś zmartwiony, czujesz złość?
Nazywając głośno to, co czuje Tymek, buduje w dziecku słownik emocji. – Popatrz, Paweł – mówi. – Tymek płacze, to go boli. Nie chce, żebyś ciągnął go za włosy.
Grupę przedszkolną tworzą dzieci w różnym wieku – dzięki temu uczą się pomagać sobie nawzajem, uczą się tolerancji i wyrozumiałości.
– Uczymy dzieci rozumienia i wyrażania emocji własnych i cudzych, bo nie zawsze to potrafią – mówi pan Tomasz. – Kolejne zadanie, które sobie stawiamy, to nauka samodzielności, bardzo potrzebna, ponieważ rodzice często wyręczają dzieci we wszystkim. W trudnej, konfliktowej sytuacji biorę dziecko na kolana i tłumaczę mu, że to, co robi, nie jest dobre dla innych.
Dzieci siedzą przy stole. Nie zaczną jeść, dopóki wszyscy nie przestaną hałasować.
– To zabawa w ciszę, w to, że jesteśmy razem, że zależymy od siebie. W taki sposób uczymy funkcjonowania w grupie, zbalansowania potrzeb grupy i potrzeb jednostki – mówi pan Tomasz. – W dzisiejszym świecie w przedszkolach jest dużo dzieci nadpobudliwych, mających problemy ze skupieniem się, niepotrafiących uważać na to, co mówią do nich inni. W procesie wychowawczym sprawdza się przede wszystkim siła spokoju. Bo zdaniem Korczaka „nie może panować nad innymi, kto nad sobą nie panuje”.
Każdy inny – wszyscy równi
Korczak mówił o swoim Domu Sierot: „małe państewko dziecięce, które wychowało zdrowe i uczciwe pokolenie”. Regulował życie w gromadzie, czyniąc dzieci gospodarzami, organizatorami i stróżami prawa. Wprowadził dziecięcy samorząd i sąd. W sądzie wszystkich obowiązywały równe prawa. Można było oskarżyć siebie, inne dziecko, nauczyciela. Był oskarżyciel i obrońca, kodeks kar. Sąd uczył odpowiedzialności za swoje czyny i tego, że granica wolności kończy się tam, gdzie zaczyna się działanie na szkodę innej osoby.
Sąd, sejm i samorząd na wzór korczakowskiej samorządności dziecięcej zbudowała wraz ze współpracownikami w Gimnazjum Raszyńska jego dyrektor Krystyna Starczewska – nauczyciel, filozof, autorka książki „Świadomość religijna Janusza Korczaka”, wcześniej dyrektor społecznego liceum przy ulicy Bednarskiej. Jej motto jest oczywiście korczakowskie: „Dziecko nie jest głupie; głupców wśród nich nie więcej niż wśród dorosłych”.
– Staram się słuchać dziecka, ufać w jego rozum i zdrowy rozsądek – mówi. – Jeśli wychowuje się dzieci jako biernych wykonawców pomysłów dorosłych, to pozostaje im albo posłuszeństwo, albo bunt. My stawiamy na współodpowiedzialność, a nie bierne posłuszeństwo. Uważam bowiem, że wszelkie totalitaryzmy brały się ze złego wychowywania dzieci.
W zeszłym roku w Sejmie Rzeczpospolitej Szkolnej gimnazjum przeszła głosami uczniów „ustawa moczowa”, czyli prawo zezwalające na systematyczne badanie moczu wylosowanych uczniów i nauczycieli na obecność narkotyków. Przyjęto ją pod warunkiem, że obejmie także nauczycieli, pokaże, że są równi wobec prawa.
(…)
Więcej w Zwierciadle 12_2008
© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group