![]()
Dzieci mające trudności z rzucaniem piłki, ubieraniem się albo trzymaniem nożyczek nazywano kiedyś niezdarami. Dziś można sprawdzić, czy nie cierpią przypadkiem na dyspraksję – mówi prof. Amanda Kirby, lekarz pediatra
Rozmawia ALINA GUTEK
Zdjęcie: CORBIS
– Co to jest dyspraksja?
– Przyjęła się nazwa rozwojowe zaburzenie koordynacji (DCD – ang. developmental coordination disorder). Używa się jej na określenie problemów motorycznych u dzieci, o których kiedyś mówiono „niezdarne”. Dyspraksja pojawia się w dzieciństwie. Trzeba pamiętać – po pierwsze – że zaburzenie to nie wynika z dystrofii mięśniowej i dziecięcego porażenia mózgowego. I po drugie – że ma wpływ na różne aspekty życia: w szkole, grupie rówieśniczej, w domu.
– Na przykład?
– Wstała pani dzisiaj z łóżka, umyła zęby, ubrała się. I wszystko to zrobiła pani w sposób automatyczny. A dyspraktyk ma z tym problem, ponieważ zaburzenie to polega na trudnościach w koordynacji ruchowej, w planowaniu i wykonywaniu prostych czynności. Dotyka sześciu procent dzieci, częściej chłopców. Często, niestety, zostaje błędnie zdiagnozowane. Takie dziecko porusza się w niezdarny sposób, łatwo więc je zaszufladkować jako upośledzone umysłowo, czym wyrządza się mu wielką krzywdę. Jego trudności nie wiążą się bowiem z obniżoną inteligencją, bywa ona nawet wyższa niż przeciętna.
– Jakie są pierwsze symptomy dyspraksji?
– Dziecko później zaczyna chodzić, jako trzylatek ciągle się wywraca, ma problem z utrzymaniem równowagi, niechlujnie je. Jako pięciolatek nie potrafi skoczyć z niewielkiej wysokości, nie jest w stanie złapać piłeczki tenisowej, iść wzdłuż linii, narysować ludzika prostymi kreskami, kiedy je, brudzi siebie i otoczenie, potrzebuje pomocy przy ubieraniu się, ma problemy z używaniem sztućców.
– Dyspraksja, tak jak większość zaburzeń, w okresie szkolnym jeszcze się pogłębia?
– Tak. Dziecko z dyspraksją nie radzi sobie z pisaniem, kolorowaniem, trzymaniem nożyczek, chwytaniem, kopaniem czy rzucaniem piłki, pakowaniem tornistra, wykonywaniem poleceń nauczyciela i oczywiście ma problemy z samoobsługą. Jego ręka i ciało robią co innego, niżby ono sobie życzyło. Nawet gdyby chciało dołączyć do kolegów, widzi, że nie da rady. To bardzo frustrujące. Unika więc zbiorowych gier i zabaw, zamyka się w sobie i wycofuje z życia społecznego. Jego poczucie wartości spada, bo nawet w porównaniu z młodszym rodzeństwem wypada gorzej. Mój najstarszy syn jest dyspraktykiem. Ponieważ młodsza siostra zawsze wszystko robiła szybciej i wciąż wyrywała się z pomocą, syn mawiał, że ma dwie mamy. A to też nie było dla niego budujące.
– Czy z dyspraksji się wyrasta?
– Niestety, nie. Co więcej – jeżeli takich dzieci się nie wspiera, jeszcze bardziej izolują się od świata, a ich problemy z radzeniem sobie w życiu i samooceną się pogłębiają. Intelektualnie mogą być na wyższym poziomie niż rówieśnicy, ale emocjonalnie są daleko w tyle. Mój syn, student uniwersytetu, teraz świetnie sobie radzi, ale na opanowanie wielu umiejętności musiał przeznaczyć więcej czasu niż jego młodsza siostra. Prowadzić samochód nauczył się w rok, a jej zajęło to trzy miesiące.
– Jak wspierać takie dzieci?
(…)
Więcej w Zwierciadle 2/2009
Więcej na temat dyspraksji na www.dyspraksja.pl
Amanda Kirby profesor, lekarz pediatra, specjalistka w dziedzinie edukacyjnych zaburzeń rozwojowych. Od 12 lat prowadzi w Wielkiej Brytanii projekt badawczy, który ma na celu identyfikację genów odpowiadających za dyspraksję. Szkoli nauczycieli i terapeutów na całym świecie. W 2008 r. gościła z wykładem na konferencji dla nauczycieli organizowanej przez fundację Szkoła Niezwykła.
© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group