![]()
- Dziś nie ma jasnych zasad, które by nam mówiły, co wypada. Pewnie stąd taka popularność poradników, które na pytanie, czy iść do łóżka na pierwszej randce, odpowiadają: poczekać do trzeciej.
- W seksie możemy poszukiwać potwierdzenia swojej atrakcyjności, wyzwolenia od przesądów, ucieczki od samotności czy lęku. Ale jeśli szukamy w nim po prostu rozkoszy, skupmy się na tym, żeby mieć jej jak najwięcej. A to możliwe, jeśli nie traktujemy siebie jak mechanizmu i nie odliczamy: pierwsza, druga, trzecia randka, ale ufamy swoim odczuciom. I przede wszystkim: nie kochajmy się na łapu-capu, nie spieszmy, nie obawiajmy, że ten mężczyzna czy ta kobieta nam ucieknie.
- Ale jeśli wyciągnąć naukę z amerykańskich seriali, to bez seksu na trzeciej randce ucieknie.
- To niech ucieka. Tak naprawdę nie trzeba nam wielu romansów, żebyśmy mieli poczucie, że nasze życie jest bogate i ekscytujące. Trzeba nam za to takich, które przeżyjemy jak najgłębiej, a to możliwe, jeśli poświęcimy im czas, pozwolimy sobie na to, by odczuć tęsknotę, pragnienie i pożądanie, którego natychmiast nie zaspokoimy.
- Mamy się więc opierać jak najdłużej, niczym nasze cnotliwe prababki?
- Nie chodzi o to, żeby kobieta się opierała, chcąc przekonać mężczyznę i siebie, że jest porządna. Ale o to, żeby była zmysłowa. A tylko jeśli doświadczamy po kolei i powoli wszystkich etapów erotycznej fascynacji, tak jakbyśmy byli postaciami ze starej powieści, nasze przeżycia będą niezwykłe. Kiedy dwoje ludzi się poznaje, trzeba czasu, żeby oboje przeżyli rozkosz. Przypomina to rytuał parzenia herbaty. Potrzebny jest specjalny herbaciany pawilon, odpowiedni strój, naczynia i czas. Ale jeśli się nam uda, pierwszy łyk herbaty będzie czymś cudownie oczekiwanym i nagradzającym naszą cierpliwość i skromność. Bo niespieszenie się to rodzaj pokory wobec rzeczy wielkich, a seks do nich należy. Mężczyźni, zwłaszcza młodzi, myślą, że jak natychmiast się nie rozładują, to im się stanie coś złego. Ale im dłużej na kobietę czekają, tym bardziej staje się ona atrakcyjna i tym większym przeżyciem dla nich jest seks z nią.
- Rozpalanie zmysłów wymaga czasu? Kultura współczesna przekonuje nas, że czas je chłodzi.
- Jeśli nie zjem obiadu, poczuję głód. Jeśli mimo to nic nie zjem, ten głód po chwili minie. Ale potem będę jeszcze bardziej głodna. Podobnie jest z seksem. Kochając się od razu, można mieć orgazm płytki, powierzchowny, o ile w ogóle on się pojawi... Magia uwodzenia kryje się w tym, że kobieta ma wiele różnych stref erogennych i trzeba czasu, by one wszystkie się rozwibrowały, zaczęły pragnąć. A wówczas możliwy jest orgazm odczuwany całym ciałem. Albo wielokrotnie.
- Rozumiem, że do tego potrzeba znacznie więcej niż 20 minut, czyli tyle, ile trwa statystyczna gra wstępna?
- Kiedyś siedziałam przed jakimś koncertem w pierwszym rzędzie i machałam pantoflem. Spadł mi akurat, kiedy obok przechodził pewien mężczyzna. On podniósł go i mi podał. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a ktoś ze znajomych skomentował: „ale z ciebie kokietka". I miał rację, bo dzięki temu pantoflowi nieznajomy mnie zauważył. A taki zawsze jest początek: z jakiejś grupy, z tła ktoś się wyłania, zwraca naszą uwagę, bo ma piękne oczy, bo powiedział żart, który tylko nas rozbawił, bo ładnie pachnie. Zauroczenie drugim człowiekiem może mieć różne źródła. A potem, jeśli widzę, że i ja nie jestem mu obojętna, zaczyna się zmysłowa gra.
- Co to znaczy zmysłowa? Dziś wszyscy mówią tylko o orgazmie i mało kto wie, co to jest zmysłowość.
- Pierwszy dreszcz może budzić już samo spojrzenie. Drugi to, że on też jest mną zainteresowany. Nie rozmawia z tą blondynką, ale mnie przynosi kieliszek wina. Jeszcze nie wiem, co będzie dalej. Czy to tylko chwila, czy pierwszy paciorek z korali kolejnych chwil. Potrzebuję czasu, żeby się dowiedzieć, czy to ma być romans, czy coś większego. Jeszcze nie wiem, czy on jest wolny, i on nie wie, czy ja jestem. Muskam go więc lekko po ramieniu, a kiedy on to dostrzega, też niby-przypadkiem dotyka mnie. Oboje odczuwamy narastający stan, który pokazuje, że na pewno coś z tego będzie. Ale czy to musi być natychmiast?
- Najpierw: „kino, kawiarnia i spacer w księżycową jasną noc...".
- Dobrze byłoby usiąść gdzieś przy lampce wina i rozmawiać, troszkę się poznać, ale nie za bardzo. Popatrzeć sobie w oczy. Przestrzegam przed opowiadaniem całego życia, zwłaszcza tego, jakim to nieudanym mężczyzną był nasz poprzedni partner. Mamy się uwodzić, czyli mówić rzeczy, które sygnalizują, że się do siebie zbliżamy: „a to ty też to lubisz? Ty też tam byłaś?".
- Dlaczego to ważne, aby powoli zbliżać się do siebie?
(...)
Więcej w Zwierciadle 11/2009
© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group