![]()
Tekst Renata Arendt-Dziurdzikowska
Kilka lat temu znajomy ksiądz zapytał mnie, czy naprawdę wierzę w to, że kiedyś umrę. To pytanie trafiło w czuły punkt. Czy naprawdę w to wierzymy? Czy wierzymy, że kiedyś - a może już jutro - trzeba będzie na zawsze rozstać się z tymi, których kochamy. Relacje ludzi, którzy nagle stracili bliskich, są źródłem bezcennej wiedzy o nas samych. Są wyzwaniem - każą ryzykować miłość w każdej chwili życia. Nie czekać, ponieważ nie ma chwili do stracenia, gdy każda może być ostatnia. Z perspektywy śmierci okazuje się, że niewiele poza naszymi relacjami z ludźmi wytrzymuje próbę czasu. To, co wydaje się banalne i nadużywane, że najważniejsza jest miłość, dociera do serca rozdzieranego rozpaczą po stracie
Maria Winiarska (56 lat, aktorka) opowiada o swojej pięć lat temu zmarłej siostrze Basi z miłością i smutkiem, z tęsknotą i żalem. Jej głos od czasu do czasu załamuje się i zdania przerywa krótki płacz. Oglądamy zdjęcia: kilkuletnie Basia i Marysia - szczęśliwe, pulchne, figlarnie uśmiechnięte dziewczynki, dziecięce oczy pełne ciekawości i zachwytu. Basia i Marysia w szkole teatralnej. Na scenie w siostrzanym duecie.
Obie w ciąży. A potem już coraz więcej zdjęć osobno. Basia z niepełnosprawną córeczką Anią i mężem Pawłem. Marysia z córkami Hanią i Zosią, i mężem Wiktorem.
Gdy Maria widzi na ulicy dwie tak samo ubrane dziewczynki, aż kurczy się z bólu. Podobnie, gdy słyszy, jak znajome siostry umawiają się na spotkanie, gdy jedzie na Mazury i patrzy na dom budowany z myślą o wspólnych z siostrą wakacjach.
- Mojej siostrzyczki już nie ma - mówi czule.
Dopiero po śmierci Basi uświadomiła sobie, że utraciła siostrę dużo wcześniej, 20 lat temu.
- Basia urodziła niepełnosprawne dziecko i nasze drogi się rozeszły. Zahipnotyzowana własnym późnym macierzyństwem całkowicie oddałam się córkom i domowi. Karmiłam, poiłam, przewijałam. Docierały do mnie wiadomości o rehabilitacji Ani, o podróży Basi i Pawła do kliniki w Londynie, ale nie wiedziałam, co przeżywa moja siostra, co myśli i co czuje. Nie było mnie w jej życiu. Straciłyśmy
- Jak to się mogło stać? - pyta wielokrotnie w trakcie naszej rozmowy. - Przecież miałam zdrowe dzieci, nie musiałam tak na nie chuchać. Basia nie prosiła o pomoc. Zadbana, świetnie ubrana, codziennie pływała, biegała, ćwiczyła jogę, żeby być w formie dla Ani. Dopiero potem dowiedziałam się, że na jedną, dwie noce każdego tygodnia oddawała niepełnosprawną córkę rodzicom, żeby odpocząć, pospać, poczytać. Była bardzo zmęczona. Nie starczało jej sił.
- Dlaczego nie otworzyła przede mną swojego zrozpaczonego serca? Dlaczego nie przyszło mi do głowy, żeby jej zaproponować: „daj mi Anię na noc, odpocznij”, „daj mi Anię na wakacje”? Tak, winię siebie za to, nie mogę sobie darować.
Prawdziwe życie miało dopiero nadejść. Kiedyś, w nieokreślonej przyszłości, miały mieszkać razem w białym domku bliźniaku. Miały rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Miały sobie pomagać. Chodzić razem do teatru, a wieczorami wspólnie jeść kolacje.
Niedawno przejeżdżała obok domu bliźniaka, który na elewacji miał wymalowane imiona dwóch kobiet. Siostrzany dom? Sławka Łozińska, aktorka, która straciła syna studenta, mówi, że najlepiej płacze się w samochodzie. - To prawda - przyznaje Maria. - Można włączyć muzykę i krzyczeć z bólu, nikt nie słyszy. (...)
Więcej w wydaniu papierowym Zwierciadła...
© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group