![]()
Ten temat dotyczy każdego bez wyjątku. Bo wszyscy do końca życia swoich rodziców jesteśmy ich dziećmi, choćbyśmy nawet bardzo chcieli o tym zapomnieć. Co robić, gdy role się odwracają i rodzice jak dzieci wymagają naszej opieki? Jak radzić sobie z ich starością? Jak odnaleźć swoje w niej miejsce?
TEKST Alina Gutek ILUSTRACJE Ania Ładecka
Agata (45 lat, graficzka w agencji reklamowej) raz na dwa tygodnie odwiedza dom spokojnej starości w podwarszawskiej miejscowości. Dla niej i jej ojca (lat 78) to już rytuał: „Co słychać, jak się czujesz? Przywiozłam ci gazety, kupiłam nowy szlafrok". Agata dba o to, żeby ojcu niczego nie brakowało. Zabiera go, na zmianę z siostrą, na święta. Dzwoni prawie codziennie do właścicielki domu z pytaniem, jak tata się miewa.
- Ten dom to jego wybór. Kiedy po śmierci matki okazało się, że właściwie nie może już dłużej mieszkać sam, bo nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a ataki astmy się nasiliły, poszukał ofert w gazecie, obdzwonił różne miejsca, a nam tylko zakomunikował: „Pierwszego wyprowadzam się do M.".
Agata nie miała dobrych relacji z rodzicami. Wyprowadziła się z domu w wieku 17 lat. Ideałem była dla niej wtedy rodzina chłopaka: obiadki o stałej porze, wspólne wyjazdy na weekendy, troskliwa mama (niepracująca) i zaradny tata (prawnik). Jej rodzice, malarka i naukowiec, typowe dzieci kwiaty, żyli kolorowo i nieprzewidywalnie. Kochali się na zabój i nienawidzili. Agata ma w pamięci dwa obrazki. Odświętny: niedzielny poranek, ona z siostrą w łóżku rodziców, tata robi śniadanie, mama czyta bajkę. I drugi, codzienny: skulone z siostrą w swoim pokoju, mama krzyczy na ojca, ojciec rzuca talerzami, trzaskanie drzwiami. I dojmujący strach o to, co się stało z mamą albo tatą, bo opuszczali z hukiem dom na zmianę. Najczęściej to ojciec kazał się mamie wynosić. Aż któregoś dnia dla odmiany to on spakował swoje rzeczy i wyprowadził się do innej kobiety. Agata całe życie miała o to do niego żal.
- Kiedy sama zostałam mamą, nasze stosunki się ociepliły. Odetchnęłam z ulgą, gdy ojciec przeniósł się do tego domu. Ale nie jest mi z tym dobrze. Nie umiem pozbyć się poczucia winy.
Starość to nie choroba
Coraz więcej starszych osób podobnie jak ojciec Agaty świadomie decyduje się na dom opieki. I to nie wtedy, gdy zupełnie niedołężnieją, ale kiedy są jeszcze sprawni. Mówią: „Nie będę niczyim ciężarem. Nie chcę sprawiać dzieciom kłopotu. Chcę mieć kontrolę nad swoim życiem". Tacy staruszkowie to w Polsce jednak nadal mniejszość. Większość zdana jest na swoje dorosłe dzieci, które mają własne rodziny, pracę i wielki problem, nie tylko z tym, jak sprostać nowemu zadaniu opiekowania się rodzicami, ale w ogóle ze zrozumieniem, czym jest starość.
Psychologowie przestrzegają: starości nie wolno traktować jak choroby, którą da się leczyć. A tak na ogół reagujemy, gdy ktoś bliski wkracza w podeszły wiek i zaczyna niedomagać. Jesteśmy przerażeni, próbujemy go przywołać do porządku, wychować, wyleczyć. A starość polega nie tylko na tym, że szwankuje zdrowie. Zmienia się wtedy także postrzeganie świata
- zdarza się, że to, co realne, miesza się z nierealnym; to, co odległe, z teraźniejszym. W skrajnych przypadkach matka widzi w synu raz zmarłego męża, raz przyjaciela, a innym razem wroga. Co więcej, ta sprzeczność dla niej samej nie jest niczym niepokojącym. To my się tym niepokoimy.
Jarek (48 lat, właściciel małej drukarni), od kiedy zamieszkał z mamą (82 lata), śpi czujnie jak zając. Słyszy każdy szelest dobiegający z pokoju obok. Rozróżnia doskonale, kiedy mama przewraca się z boku na bok, a kiedy zsuwa nogi z łóżka. Wtedy zaraz jest przy niej. W zaawansowanym stadium alzheimera drzwi do łazienki mylą się z drzwiami do szafy albo na balkon. Jarek nie chce oddać mamy do domu opieki. Nie chciał też słyszeć o przywiązywaniu jej na noc do łóżka. Dlatego z nią zamieszkał. Żyje z zegarkiem w ręku. O siódmej szykuje mamie śniadanie, potem karmi, podaje poranną dawkę leków. O dziewiątej, kiedy zjawia się opiekunka, on wychodzi do pracy. Wraca o 18, po drodze robi zakupy. Chyba że zadzwoni opiekunka, że z mamą coś jest nie tak, wtedy wszystko rzuca i jedzie do domu. Telefonu nie wyłącza nawet w czasie ważnych spotkań. Wieczorem kolacja, kolejna dawka leków, mycie mamy, co drugi dzień kąpiel.
Wcześniej, kiedy mama była w stanie zostawać sama, Jarek wpadał codziennie po pracy (w dzień wynajmował opiekunkę). Mieszkał niedaleko ze swoją przyjaciółką Anną (Jarek od 10 lat jest po rozwodzie, ma dwoje dorosłych dzieci). Mówił o niej: „kobieta życia", planowali ślub. Jednak od początku ich znajomości to, że Jarek poświęca mamie za dużo czasu, że całe ich wspólne życie podporządkowane jest staruszce, było źródłem konfliktów.
Jarek przyznaje, że od kiedy mama zachorowała, zawsze była na pierwszym planie. Wizyty u lekarzy, rehabilitacja, spacery, a dopiero potem wszystko inne. „Jej i tak nie pomożesz, a zobaczysz, że zepsujesz to, co zbudowaliśmy" - krakała Anna. I wykrakała. Dziś już nie są razem.
- Przez kilka lat żyłem w rozdarciu między matką a narzeczoną. Starałem się być dobrym synem i partnerem, robiłem wszystko, aby pogodzić te role. Nie udało się. Więc wybrałem to, co w pewnym sensie musiałem, i nie umiem powiedzieć dlaczego. Po prostu nie potrafiłbym oddać mamy do domu opieki. Ale to nie znaczy, że spłacam w ten sposób jakiś dług wdzięczności. Moi rodzice (ojciec zmarł, gdy miałem 17 lat) ciężko pracowali i jakoś specjalnie się mną nie zajmowali, jak zresztą większość rodziców w tamtych czasach. Mama nie była zbyt czuła i wylewna, nieraz oberwałem ścierką, bo trzymała dyscyplinę. Skąd czerpię dla niej teraz tyle cierpliwości i czułości? Nie wiem. Przypomina dziecko i tak też ją traktuję. Jak bezbronne i nieporadne dziecko. Nikogo już nie poznaje, tylko mnie. Jak do niej coś mówię, uśmiecha się. Lekarze dziwią się, że ma tak dobre wyniki badań, że jej stan nie pogarsza się w takim tempie, jak przewidywali. Daje mi to siłę. Ale jednocześnie czuję, że coraz bardziej się wypalam. No i mam poczucie, że jestem przeraźliwie samotny.
(...)
Więcej w Zwierciadle 6/2008
© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group