Logo Zwierciadła

Zwierciadło

kontakt

Z forum...

Więcej na forum


Konkurs
Regulaminy

Sonda

Co sądzisz o adopcji?




Temat miesiąca

Strach i euforia

Wakacje ekstremalne

Wakacje ekstremalne


Skaczemy ze spadochronem, na bungee, penetrujemy jaskinie i morskie głębiny, wyprawiamy się w niebezpieczne rejony świata. Szukamy coraz to mocniejszych wrażeń. Gra w piłkę i jazda na rowerze? Nuda. Wolimy w przepaść. Albo na najwyższe szczyty. Co nas tam niesie? Co każe przekraczać granice bezpieczeństwa i swoich możliwości? Dlaczego igramy z życiem?

Tekst Alina Gutek

Beata Machała (37 lat), dyrektor finansowa w firmie Gutek Film, próbowała już: żeglowania, jazdy konnej i na nartach, windsurfingu, skoków ze spadochronem, szermierki, strzelania z pistoletu sportowego. Ostatnim jej odkryciem jest krav maga – sztuka samoobrony stworzona przez izraelskie siły zbrojne. Ulubionym sportom, jak narciarstwo, skoki spadochronowe, jest wierna. Przeważnie jednak próbuje jakiejś dyscypliny, doskonali ją, a potem szuka nowej formy wyczynu.

Smak mocnego życia
– W pewnym momencie pojawia się chęć spróbowania czegoś więcej – mówi Beata. – Tyle ciekawych rzeczy jest wokół, wszystkiego chciałoby się dotknąć. Naprawdę trudno się oprzeć. To taka próba odnalezienia smaków życia.
Szuka ich także w podróżach. Była w Jemenie, Patagonii, na Ziemi Ognistej, w Chinach, Tybecie, Sri Lance, Indiach, na Wyspie Wielkanocnej. Często wybiera nieuczęszczane i niebezpieczne rejony. Jednym z wymarzonych był Jemen („bo Arka Przymierza, Królestwo Saby”). Wiedziała, że zdarzają się tam uprowadzenia turystów. Mimo to zwyciężyła w niej chęć przekonania się na własnej skórze, jak żyje się w kraju, który na zdjęciach wygląda bajkowo, a w relacjach dziennikarskich – strasznie.
– Na miejscu nie było aż tak niebezpiecznie. Terroryści nie są wszechobecni, większość ludzi jest bardzo życzliwa i tolerancyjna.
Marzyła też o Patagonii zwanej krainą masochistów, bo ciągle tam zimno i wieje wiatr. Ale czy takie warunki mogą być zniechęcające? – Wysiadasz z samolotu i urywa ci głowę, ale za to jakie zapierające dech w piersiach widoki, nieskażone przestrzenie, majestatyczne góry i lodowce, trawy niesione przez wiatr! – mówi zachwycona. – Trekking na Torres del Paine albo lodowiec Perito Moreno w Argentynie o odcieniu błękitu... Jeść śniadanie u jego stóp to coś naprawdę niepowtarzalnego.

Fajnie jest się zmęczyć
Arek Owczarz (38 lat), właściciel firmy budowlanej, uwielbia po pracy porządnie się zmęczyć. W sam raz nadaje się do tego windsurfing, motokros i śnieżne skutery – jego największe pasje. Lubi, kiedy jest trudno, gdy czuć każdy mięsień. A czasem robi wszystko, żeby było jeszcze trudniej. Rok temu pojechał z kolegami popływać na Rodos. Na lotnisku zamiast samochodu wynajęli rowery, do których przymocowali (na specjalnie do tego celu przywiezionych kółeczkach od dziecinnego wózka) deski surfingowe. I tak skonstruowanym pojazdem przemierzyli nocą 100 kilometrów. A potem urządzili sobie kwaterunek pod namiotem. Arek lubi spartańskie warunki. Kiedy jedzie popływać na desce, nigdy nie śpi w hotelu.
Otwiera laptopa ze zdjęciami. Na pulpicie kajak unoszony jak łupinka od orzecha przez rwący nurt rzeki. Jednym z kajakarzy na spływie w Nowej Zelandii jest on. Zdjęcie robi wrażenie, ale nie na nim: – Trochę buja, to dobre dla turystów – śmieje się.
Dopiero motokros jawi się jako prawdziwa walka! Z błotem, żywiołem, sprzętem. Jeździ się po podmokłych, górzystych terenach leśnych. – Niektórzy sądzą, że to nic takiego wsiąść na motocykl i jechać, skoro ma silnik. Ale naprawdę nie jest łatwo. Człowiek fajnie się na tym męczy. Podobnie jak na skuterach śnieżnych. O, na tym zdjęciu z Rumunii widać, jak skuter stoczył się z góry i wpadł do jeziora. Bywa niebezpiecznie, bo może też zejść lawina.

Na miękkich nogach
W takich sytuacjach, czyli w momencie zagrożenia, podnosi się poziom adrenaliny, i o to właśnie chodzi wyczynowcom. Bo ten hormon wydzielany przez gruczoł nadnerczy potrafi przyjemnie pobudzać. Jak przyjemnie – wiemy wszyscy, bo adrenalina wydziela się, kiedy jesteśmy zakochani. Ale nie tylko. Wytwarza się również w sytuacjach nieprzyjemnych, na przykład gdy odczuwamy strach. Adrenalina oddziałuje wtedy na te obszary naszego mózgu, które odpowiadają za pamięć i przetwarzanie emocji. Od adrenaliny można się uzależnić, bo umacnia wspomnienia i chęć powtarzania emocjonujących doświadczeń.
Beata twierdzi, że nie szuka adrenaliny, tak naprawdę nie lubi się bać. Całe życie walczy z lękami. Ma ich wiele, głęboko ukrytych. Dają o sobie znać w różnych sytuacjach. – Gdy jestem w miejscu publicznym i mam w wyraźny sposób zaznaczyć swoją obecność, boję się, że to może komuś przeszkadzać. Zanim zacznę uprawiać trudną dyscyplinę sportu, też się boję. Ale tylko przez chwilę. Potem jest radość, że się nie poddałam. I już się nie myśli o strachu.
Beata zaczęła skakać ze spadochronem, żeby się przekonać, jak to jest, gdy trzeba przełamać gigantyczny wewnętrzny opór przed czymś tak nienaturalnym.
Ilustracje Ania ŁadeckaIlustracje Ania Ładecka – Pierwszy odruch, nawet skoczków z długoletnim stażem, jest taki, żeby nie wyskoczyć. Różnica między ludźmi, którzy skaczą, i tymi, którzy tego nie robią, jest taka, że my potrafimy pokonać lęk. Skaczę nadal, bo przeżycia są nieporównywalne do żadnych innych. Tam w górze człowiek jest sam ze sobą, dookoła niekończąca się przestrzeń, a gdzieś w środku poczucie absolutnej wolności. Już po skoku przychodzi totalna euforia. Pamiętam, jak za pierwszym razem po wylądowaniu podbiegł do mnie kolega i zapytał, jak się czuję. Moje szczęście było tak wielkie, że nie potrafiłam nic powiedzieć. W skokach niezwykłe jest to, że nie mogą spowszednieć. Każdemu towarzyszą podobne uczucia – te same lęki i euforia.
Arek, podobnie jak Beata, mówi, że nie goni za mocnymi wrażeniami, lecz tylko łapie okazje. Był kiedyś nad morzem, gdzie zobaczył, jak ktoś zmaga się z deską. I tak zaczęła się jego przygoda z windsurfingiem. Innym razem pojechał do Australii, a tam wszyscy dookoła nurkowali na rafie koralowej. Postanowił więc spróbować. Ale bakcyla nie połknął. Niedawno w czasie wyprawy do Nowej Zelandii znalazł się w miejscu, gdzie narodził się światowy bungee jumping (skacze się tam ze skały nad jeziorem). Wcześniej wiedział, że ludzie się tym podniecają, ale myślał: będzie okazja, to skoczę.
– Wrażenia są bardzo mocne – opowiada. – Najtrudniej, gdy stoi się nad przepaścią i trzeba wykonać ruch, przed którym człowiek instynktownie się broni. Zobaczyłem taflę wody. Ciężka lina, którą jest się przywiązanym, zaczęła lekko mnie pociągać. W głośniku usłyszałem odliczanie czasu. Pomyślałem: nie ja pierwszy. Miałem oczywiście miękkie nogi. Z jednej strony świadomość, że nic się nie stanie, a z drugiej – że to całkiem wbrew naturze. Skoczyłem. Wrażenia? Nic strasznego, ale też nic szczególnie fascynującego.

Więcej w Zwierciadle 8/2008

podyskutuj na forum...
 

© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group

O nas | Prenumerata | E-wydania | Kontakt | Reklama | RSS