Logo Zwierciadła

Zwierciadło

kontakt

Z forum...

Więcej na forum


Konkurs
Regulaminy

Sonda

Co sądzisz o adopcji?




Spotkania - 2010


W snach na ogół fruwam

Allan Starski

Allan Starski

Allan Starski przyjął mnie w swoim domu w Warszawie, o którym mówi, że nie jest „domem scenografa”, to znaczy domem wypełnionym elementami dekoracji. Na ścianach fotografie z artystami, z którymi pracował, m.in. Stevenem Spielbergiem, Romanem Polańskim, Donaldem Sutherlandem. Na biurku Marlon, kot, który ku zdziwieniu gospodarzy Allana i Wiesławy Starskich zeskakuje i wita się ze mną. Nasza rozmowa nie jest prosta, pewne pytania pozostaną bez odpowiedzi. A jednak Allan Starski o wielu sprawach mówi po raz pierwszy, wspominając mamę, swoje dzieciństwo za rusztowaniem filmowych scenografii, przywołując sny, które wracają

ROZMOWA: REMIGIUSZ GRZELA

ZDJĘCIA: MICHAŁ KORTA

– Jaka byłaby scenografia domu pana dzieciństwa, gdyby miał ją pan zbudować?
– Ten dom się zachował. Rodzice mieli mieszkanie na ulicy Żurawiej w Warszawie, nowoczesne, w budynku z lat 30. W czasie Powstania Warszawskiego wszystko się spaliło – meble, pamiątki rodzinne. Jestem dzieckiem wojennej Warszawy, bez przeszłości w przedmiotach. Tak wyglądała historia właściwie każdej rodziny mieszkającej w czasie wojny w Warszawie.

 

– Czy kiedy budował pan scenografię do „Pianisty”, myślał pan o domu z dzieciństwa?
– Nie lubię tworzyć legend. Przecież byłem wtedy maleńkim dzieckiem! Przeszliśmy przez obóz przesiedleńczy w Pruszkowie, później był Kraków, w końcu wylądowaliśmy w Łodzi, na ulicy Narutowicza, w domu, w którym mieszkali filmowcy: Aleksander Ford, Leonard Buczkowski, producent Ludwik Hager, Jerzy Bosak. Zapamiętałem wspaniałe towarzystwo ludzi filmu, którzy cieszyli się z tego, że są wolni, że żyją i mogą robić filmy. Pewnie były i doświadczenia złe, niemiłe, ale mnie nie dotyczyły. Pamiętam przyjazd na podwórko czarnej cytryny, która zabrała jednego z przyjaciół rodziców, dlatego że opowiedział na balkonie dowcip polityczny.

 

– Który to mógł być rok?Zdjęcia: Michał KortaZdjęcia: Michał Korta
– 1948, 49. Pamiętam też list ojca, który stanął w obronie Jana Fethke, Niemca, scenarzysty, który miał problemy, dlatego że był Niemcem, a który pomagał mojemu ojcu w czasie wojny. Z dzieciństwa pamiętam dekoracje do „Zakazanych piosenek”, pierwsze moje wrażenia z oglądania prawdziwej dekoracji. Zobaczyłem, że domy są prawdziwe z przodu, a z tyłu podpierają je rusztowania. Pamiętam Danutę Szaflarską jako przecudnej urody kobietę i moje zafascynowanie, kiedy jako mały chłopak poznałem ją na planie filmowym. Pamiętam też, jak codziennie biegałem oglądać parowozy na dworcu Łódź Fabryczna. Marzyłem, żeby zostać maszynistą. Przeprowadziliśmy się do Warszawy w roku 1951. Zastaliśmy ją w gruzach. Zamieszkaliśmy na ulicy Partyzantów, dzisiaj Oleandrów, róg Marszałkowskiej. W tych ruinach bawiłem się oczywiście w wojnę. Przedwojenną Warszawę znam tylko z opowieści rodziców. Mówili, że była pięknym, europejskim miastem. Dla dziecka, które zobaczyło ruiny, to były opowieści bajkowe. Później zaczęło powstawać miasto nieprzypominające tamtych tradycji. Marszałkowska, MDM, typowo socrealistyczne dzielnice.

 

– Jak pan się czuje, mogąc wybudować miasto?
– Czasem trudniej je zburzyć! Kiedy przygotowywałem się do „Pianisty”, Andrzej Wajda zapytał: „Jak sobie dasz radę z ruinami?”. Od początku wiedziałem, że muszę znaleźć miejsce, które przynajmniej częściowo będę mógł zburzyć, a do tego dostawić swoje kamienice. Szukałem poradzieckich koszar, ale ponieważ nie udało się znaleźć na tyle dużych budynków w Polsce, znalazłem je w Niemczech. Zniszczyliśmy je, a później jeszcze do nich dostawiliśmy następne ruiny, pokazując totalne zniszczenie Warszawy. Kiedy budowałem Londyn w „Oliverze Twiście” i po miesiącach projektowania pojechałem na tyły wytwórni Barrandov, zobaczyłem pole kwiatów. Jak pomyślałem, że za dwa miesiące musi tutaj stanąć wielkie miasto, nieźle się przestraszyłem. Ale jaką miałem satysfakcję, kiedy wkrótce zobaczyłem swój Londyn.

 

– Scenograf ma przewagę nad architektem?
– Scenografia to nie tylko kopiowanie czegoś, co istniało, lecz pokazanie historii tych miejsc. Samo budowanie, patynowanie jest wielką przygodą. Domy, mieszkania nie tylko się starzeją, ale nabierają charakteru mieszkańców. Scenograf nie tylko spełnia marzenia reżysera, ale potrafi je wzbogacić!

 

– Andrzej Wajda powiedział, że kiedy robiliście „Panny z Wilka”, zaprowadził go pan do dworu, który go z początku rozczarował.
– To był bardzo skromny dom, ale ciągle tliło się w nim życie wielu pokoleń. Ludzie, którzy tam żyli, nie zniszczyli tej atmosfery z czasów międzywojennych. Andrzej szukał dworu, ale te, które oglądałem, były fałszywe. Uwierzył mi. Spojrzał moimi oczami.

 

– Czym była dla pana praca przy „Pianiście”? Władysław Szpilman bywał u państwa w domu, był przyjacielem ojca, autora scenariuszy i piosenek Ludwika Starskiego.
– Dzwonili do siebie, wymieniali anegdoty, robili sobie żarty. Ja pracę w „Pianiście” traktowałem bardzo profesjonalnie. Bez sentymentu. Oczywiście rozmawiałem ze Szpilmanem i z jego synem. Ale kiedy ruszyła machina produkcyjna, korzystałem nie tylko z wiedzy i emocji ludzi, których znam, ale i z wiedzy fachowców, historyków.

 

– O co pytał pan Szpilmana?
– Trafiłem na ostatni okres jego życia, nie doczekał premiery. Pytałem, jak się czuł w kolejnych mieszkaniach, kryjówkach. Nie miałem odwagi pytać o sprawy, które ciągle były dla niego zbyt bolesne. Kiedy budowałem obóz w Sobiborze do amerykańskiego filmu „Ucieczka z Sobiboru” i przekopałem się przez dokumentację archiwum Instytutu Badania Zbrodni Hitlerowskich, dotarłem do oryginalnych planów obozu. Zbudowałem taki obóz, jaki mogłem zbudować w filmie. Trzy dni przed zdjęciami przyjechała grupa ocaleńców z Sobiboru. Weszli na plac apelowy, dla mnie to był moment grozy, bo zdawałem sobie sprawę, że to nie jest dokładnie to, co pamiętali. Rozegrała się dziwna scena. Każdy z nich zapamiętał inaczej. Pamięć jest zawodna.

 

– W „Pianiście” widzi pan Szpilmana takiego, jakiego pan zapamiętał?
– Wierzę w siłę filmów, jednak ich nie idealizuję. Szpilman, którego znam, jest inny niż bohater wspomnień wojennych i filmu. Znam Szpilmana pogodnego. „Pianista” jest opowieścią o człowieku zaszczutym, walczącym o przetrwanie.

 

– Nigdy nie wracał do wspomnień z przeszłości?
– Skala przeżyć wojennych była niezrozumiała nawet dla dzieci tych, którzy przeżyli wojnę. Dlatego ani mój ojciec, ani Szpilman nie dzielili się przeżyciami. Szpilman napisał książkę zaraz po wojnie. Później nigdy do tego nie wrócił.

 

– Brat pana ojca Adam Ochocki trafił do łagru. Czy tę historię pan znał, czy poznał dopiero z jego książki?
– O tym się więcej mówiło. Może łatwiej jest rozmawiać o okrucieństwach, które zdarzyły się daleko stąd?

 

– Los braci był różny, prawda?
– Bardzo różny.

 

– Jak przetrwali wojnę?
– To nie jest temat na ten wywiad.

 

– Brat pana ojca żył w jego cieniu. Sam śmiał się z siebie, że jest jak brat Kiepury, i tak zresztą nazywali go przyjaciele.
– Obydwaj byli dziennikarzami. Ale film jest sztuką, która daje większy rozgłos. Ojciec napisał pierwsze po wojnie hity filmowe: „Zakazane piosenki”, „Skarb”. Chociaż los tych filmów nie był oczywisty. „Zakazane piosenki” rozpowszechniano, potem zatrzymano, dorobiono inne zakończenie. Kino dało ojcu popularność. Może stąd to poczucie jego brata?

 

– Ojciec panu imponował?
– Imponuje mi dopiero teraz. Kiedy żył, z wieloma sprawami się nie zgadzałem, widziałem inne priorytety w sztuce filmowej, wolałem to, co nowe, co burzyło wartość filmów przedwojennych i tużpowojennych. Ojciec był świetnym scenarzystą filmów profesjonalnych, ale o tradycyjnej konstrukcji. Dopiero teraz doceniam jego profesjonalizm. Myślę, że najtrudniej zrobić film po prostu dobry.

 

– Jaki w młodości miał pan stosunek do piosenek ojca?
– Lubiłem te przedwojenne, ale byłem zafascynowany płytami Elvisa Presleya i Beatlesów.

 

– Ojciec podzielał pana miłość?

(…)

Więcej w Zwierciadle 03/2010

Allan Starski ur. w 1943 roku w Warszawie, jeden z najwybitniejszych scenografów. Jest autorem scenografii do wielu filmów Andrzeja Wajdy, m.in. do „Pana Tadeusza”. W 1993 r. został laureatem Oscara za scenografię do „Listy Schindlera” Stevena Spielberga. Syn Ludwika Starskiego, scenarzysty filmowego i autora wielu szlagierów („Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „Jak przygoda, to tylko w Warszawie”, „Karuzela”).

Podyskutuj na Forum!

 

© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group

O nas | Prenumerata | E-wydania | Kontakt | Reklama | RSS