Logo Zwierciadła

Zwierciadło

kontakt

Z forum...

Więcej na forum


Konkurs
Regulaminy

Sonda

Co sądzisz o adopcji?




Spotkania - 2009

Z czego się śmiejemy

Krzysztof Materna

Krzysztof Materna

Spotykamy się na Żoliborzu, w siedzibie agencji reklamowej, której jest wraz z Wojciechem Mannem współwłaścicielem. Kiedy mówię, że chciałabym rozmawiać o tym, jak zmieniła się polska rozrywka w ciągu ostatnich 20 lat, Krzysztof Materna odrzuca ton buffo. Dla niego rozrywka to zdecydowanie coś więcej niż zabawa  


Rozmawia Katarzyna Janowska
Zdjęcia Jacek Pióro

    
– Co ciebie, specjalistę od absurdalnego humoru, ostatnio rozbawiło? Politycy jak wszystkich?

– Nigdy mnie nie śmieszyły żarty z polityków, a to dziś najpowszechniejszy rodzaj zabawy.

– Wystarczy ich cytować, żeby było śmiesznie. Mam wrażenie, że panowie z Wiejskiej odebrali fach satyrykom.
– Nie do końca. Jeśli patrzy się wprost na poziom dyskusji politycznej, czyli na spory między premierem a prezydentem, np. o samolot, to nie jest śmieszne, tylko smutne. Sytuacja wygląda znacznie ciekawiej, jeśli opakuje się ją w absurd. Wówczas nagle pojawia się to, co ja najbardziej lubię w żartach, a co Amerykanie wymyślili bardzo dawno temu, czyli slapstick, np. splot nieszczęść prezydenta. Dla mnie prezydent, nie tylko w podróży, ale w całej swojej działalności, jest bohaterem chaplinowskim i uważam, że gdyby występował wspólnie z bratem, mielibyśmy nieprawdopodobny serial.
Mało tego, ciekawie byłoby, gdyby panowie podmieniali się w pewnych sytuacjach. Gdybym doradzał prezydentowi, gorąco bym go do tego namawiał. Z punktu widzenia promocyjnego byłaby to ogromna szansa dla Polski. Niestety, wciąż pozostaje niewykorzystana. Przecież takiego przypadku: bliźniacy u władzy, z tego, co wiem, nie ma nigdzie na świecie. To się zdarza tylko w bajkach.

– Prezydent rzeczywiście przypomina bohatera Charliego Chaplina. Trochę nieporadny, zagubiony człowieczek, który walczy z przerastającymi go mechanizmami władzy. Są jednak różnice: bohater Chaplina budził sympatię i z każdej opresji wychodził zwycięsko.
– Patrząc na to z perspektywy filmowej, można powiedzieć, że prezydent genialnie gra nieszczęśliwą postać. Codziennie budzę się z ciekawością, jakim nowym nieszczęściem mnie zaskoczy. I na ogół nie jestem rozczarowany. Jeśli na dodatek do zawirowań politycznych dojdzie element liryczny – czyli na przykład prezydentowa w kimonie, na widok której mąż zdębiał – to mamy genialną komedię z głębokim tragicznym dnem. Dołóżmy do tego jeszcze wolne media, które muszą mówić, nawet jeśli nie mają o czym, i które z wiadomości na temat turbulencji samolotu prezydenckiego nad Seulem natychmiast robią wiadomość, że samolot jest niesprawny, jednocześnie zastrzegając, że to tylko turbulencje.

– Co z tym może zrobić satyryk?
– Jeśli taką sytuację opiszesz trochę innym językiem niż ten, którego na co dzień używają media, robi się zabawniej. Na przykład zamiast słowa „samolot” możemy użyć sformułowania „żelazny ptak”. Zdanie: „prezydentowi zamarzł żelazny ptak”, jest już nową jakością.

– Jak oceniasz swoich młodszych kolegów po fachu, których programy są teraz w czołówce rankingów popularności?
– Mam zwyczaj nie oceniać kolegów, bo poruszam się w tej branży. Uważam, że wolność plus komercja znaczy wybór. Ktoś wybiera jakiś styl i robi to świadomie, co nie oznacza, że każdy wybór prowadzi do sukcesu. Mam bardzo dobre zdanie o Kubie Wojewódzkim jako o osobie inteligentnej, która dodatkowo świetnie pisze. Zwróć uwagę, że mówię o Kubie Wojewódzkim, którego znam prywatnie, a nie o jego programie. Mógłbym powiedzieć tysiąc niepochlebnych rzeczy i na temat jego programu, i na temat innych, zwłaszcza w telewizji publicznej, ale generalnie sprawa dotyczy gustu twórców, a nie ja wymyśliłem, że o guście trudno rozmawiać, kiedy u adresata gustu brak. Nie można mnie uznać za zwolennika tańców towarzyskich, a w tańcach na lodzie interesowali mnie zawsze tylko łyżwiarze, którzy się przewrócili. Ale jeśli mam porównać te dwa programy, to „Taniec z gwiazdami” jest profesjonalny, a tańce na lodzie – określane jako misja – to krańcowe bezguście i szmira. Ciekawa też była walka noworoczna, która szmira będzie miała więcej widowni w sylwestra: we Wrocławiu czy w Warszawie. Cieszę się, że Wrocław wygrał frekwencyjnie, bo liczniejsza widownia bawiła się przy zdecydowanie mniejszej ilości bezguścia.

– Dajmy więc spokój podziałom na młodszych i starszych. Czy masz jakiegoś satyryka, felietonistę, kabaret, który cię śmieszy?
– Żeby nie ucinać dyplomatycznie, muszę wrócić do przeszłości. Dla mnie znakiem humoru najwyższej jakości były felietony Janusza Głowackiego. Do dziś mogę cytować całe frazy z jego tekstów.

– Cytuj…
– „Elegancja reżysera Gruzy na festiwalu w Sopocie przypominała elegancję argentyńskiego handlarza bydła podczas weekendu w Caracas”. Głowa to niezrównany mistrz.

Zdjęcia Jacek PióroZdjęcia Jacek Pióro

– Dziś żelaznym punktem telewizyjnej rozrywki są transmisje z różnych festiwali. Moja mama była fanką festiwalu w Sopocie, na którym jako dziecko bywałam niemal co roku. Lucjan Kydryński czy Irena Dziedzic byli wówczas dla mnie kwintesencją elegancji, dobrego smaku. A teraz, kiedy oglądam prowadzących galę lub festiwal, często czuję zażenowanie.
– Wszystkim się wydaje, że łatwo jest zrobić galę. Ale problem polega na dwóch rzeczach: ponieważ jesteśmy bardzo prowincjonalni, to wszyscy oscylują w stronę Oscara, który jest wzorcem gali. Nawiązując do wypowiedzi marszałka Komorowskiego: ,,Jaka wizyta, taki zamach”, powiem: jakie gwiazdy, taka gala. Im bardziej to jest rozdmuchane, tym gorsze, bo nikt nie wyciągnął wniosków ze wszystkich festiwali, które się odbywały, że aktor nie potrafi ich prowadzić. Może jest jeden, może dwóch, może Maciej Stuhr. Ale on ma background kabaretowy, a na dodatek gust, refleks. Aktor musi mieć tekst, musi mieć próby, aktor nie wyjdzie i nie będzie improwizował.
Druga kategoria – spikerzy telewizyjni. Suzin w Opolu poniósł straszną klęskę. Nie ponoszą klęski spikerki w momencie, kiedy mają partnera, który jest je w stanie uratować. Są ewidentną ozdobą.

– Czemu kobiety gorzej wypadają w tej sytuacji?
– Dlatego że albo są rozdrobnione, czyli że robią wszystko, albo robią rzeczy, których nie potrafią. Bo można świetnie mówić o filmie, a słabo żartować. Jeśli konwencja skłania cię do żartów, a nigdy tego nie robiłaś, to siłą rzeczy wypadasz gorzej od człowieka, który żyje z żartów albo robi miny.

– Jakbyś miał spojrzeć wstecz na satyrę czy szerzej na rozrywkę, to co w ciągu ostatnich 20 lat, oprócz polityki, miało największy wpływ na jej poziom?
– Język. (…)

Więcej w Zwierciadle 2/2009


Krzysztof Materna reżyser, satyryk, konferansjer, producent telewizyjny. Przed laty związany z radiową Trójką. Współtworzył m.in. „Spotkania z Balladą” i „60 minut na godzinę”. Reżyserował spektakle w Starym Teatrze w Krakowie i w Teatrze Śląskim w Katowicach. Z Wojciechem Mannem tworzyli popularny duet telewizyjny. Za program „MdM” otrzymali statuetki Wiktora w roku 1995 i 1996. Jest współautorem cykli telewizyjnych „Mądrej głowie” i „Za chwilę dalszy ciąg programu”. Na YouTube skecz „Prognoza pogody” w jego wykonaniu ma setki wejść. Internauci piszą o nim: człowiek legenda. Jest dyrektorem artystycznym Festiwalu Gwiazd w Gdańsku.

 

© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group

O nas | Prenumerata | E-wydania | Kontakt | Reklama | RSS