Logo Zwierciadła

Zwierciadło

kontakt

Z forum...

Więcej na forum


Konkurs
Regulaminy

Sonda

Co sądzisz o adopcji?




Spotkania - 2009

Sukienki dla przyjaciół

Aleksandra Paszkowska

Aleksandra Paszkowska

 

Pracowała u Ermenegildo Zegny i u Gucciego, ale nie uważa się za ekspertkę w sprawach mody. Nie śledzi trendów, nie kreuje gustów. Projektując, nie zastanawia się nawet, czy jej ubrania-wynalazki spodobają się potencjalnym klientom. Aleksandra Paszkowska tworzy z myślą o sobie i swoich przyjaciołach. I dobrze na tej strategii wychodzi.

TEKST: ZOFIA FABJANOWSKA-MICYK
Zdjęcia: Łukasz gawroński


Przy rue Antoine Dansaertstraat w Brukseli swoje butiki ma wielu projektantów mody. Głównie belgijskich, tych bardziej znanych i tych całkiem niszowych. Sklep z czerwoną witryną z napisem „Y-dress?” mieści się na parterze jednej z kamienic. Wnętrze wielkości 60 metrów kwadratowych z trzema pomieszczeniami w amfiladzie nie wygląda jak typowy butik z ubraniami. Zresztą wystrój często się tu zmienia, a zmiany zachodzą błyskawicznie. Wystarczy poprzestawiać spore moduły wykonane z półprzezroczystego tworzywa sztucznego. Te moduły to ponacinane rury kanalizacyjne wyposażone w kółka. Pomysł zaprzyjaźnionego architekta wnętrz Vincenta Pierreta. Rury są większe i mniejsze. Służą jako przymierzalnia, regał na ubrania, a także minibiuro.
Sklepem kieruje Aleksandra Paszkowska. Szczupła brunetka z zapasem energii, którym mogłaby obdzielić co najmniej kilka innych osób. Zdania wypowiada szybko, na jednym oddechu, po polsku mówi z akcentem, przekręcając zabawnie niektóre słowa. I bez przerwy się śmieje. Znajomi nazywają ją Aleks. Zawód? Projektantka ubrań. Równie dziwacznych jak wnętrze, w którym je sprzedaje.

Zdjęcia: ZwierciadłoZdjęcia: Zwierciadło

BLUZKO-SPODNIE, SWETRO-PLECAK

Właściwie trudno powiedzieć, czy to bardziej ubrania, czy wynalazki. Do wielu dołączana jest instrukcja obsługi. Ktoś, kto kupuje je po raz pierwszy, może się trochę pogubić. Tylko stałych bywalców brukselskiego butiku nie dziwią kolejne zwariowane pomysły Aleks. Na przykład składająca się z czterech warstw sukienka, którą można nosić na kilkanaście sposobów. Są i bluzko-spodnie i swetro-plecaki. „Błyskawiczna suknia balowa” w zestawie ze składaną krynoliną (w wersji białej to „suknia ślubna do stosowania w nagłych przypadkach”) i spódnica na każdą figurę, której rozmiar można zmieniać za pomocą specjalnego suwaka. Także zmieniający kolory i fason kostium kąpielowy.
Wszystkie stroje są zwiewne i bardzo kobiece. Paszkowska podkreśla jednak, że nie uważa się za ekspertkę w sprawach mody. Projektując, nie zastanawia się nawet, czy dane ubranie spodoba się potencjalnym klientom. Z iście inżynierskim zacięciem tworzy i realizuje projekty z myślą o sobie i swoich przyjaciołach. Dobrze na tej strategii wychodzi. W sklepie zawsze są klienci, choć ubrania wcale nie należą do tanich. Za koszulkę trzeba zapłacić 50 euro. Za sukienkę od 150, ale te najdroższe kosztują ponad 700. Sukienki nazywają się „Rainbow Dresses” [tęczowe – przyp. red.] i są spełnieniem marzenia Aleks z dzieciństwa. O wielobarwnej zwiewnej sukni balowej. Takiej, jaką noszą bajkowe królewny. I pomyśleć, że marzenie dziewczynki wywoła kiedyś tyle zamieszania. O niezwykłych pomysłach Paszkowskiej pisał między innymi „Time”.
Na stronach promujących Brukselę z łatwością można znaleźć poświęcone projektantce artykuły, pisano o niej także w belgijskim wydaniu „Elle”. Jej ubrania łatwo kupić nie tylko w Belgii, ale też w Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii, Anglii. W sumie w 30 sklepach w różnych częściach Europy. Do tego dochodzi Japonia, gdzie ubraniowe wynalazki sprzedawane są za pośrednictwem kanału telewizyjnego QVC, odpowiednika naszego Telesklepu. W Polsce nie są jeszcze dostępne.
– Pracuję nad tym – obiecuje Aleks. Zabawne, bo kolekcje szyte są właśnie w Polsce. W Olszynce koło Lubania Śląskiego, niedaleko Wrocławia, rodzinnego miasta Paszkowskiej.

KRÓLEWNA BEZ ADRESU

We Wrocławiu skończyła podstawówkę. W pierwszej klasie liceum wrocławskiej czternastki poznała Agnieszkę Glińską, dziś znaną reżyserkę teatralną. – Aleks była o klasę niżej ode mnie. Koleżanka koleżanki – wspomina Glińska. – Ale już wtedy wyróżniała się z tłumu. Czym? Nieprawdopodobną wprost otwartością. I bezpośredniością w kontaktach z ludźmi. Ona nie zabiega o zjednywanie sobie ludzi, ale ma w sobie coś takiego, czym ich zjednuje. Wtedy w liceum zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać na przerwie. I się zagadałyśmy.
Zagadały się tak bardzo, że do dzisiaj się przyjaźnią. Nie straciły kontaktu przez te wszystkie lata, mimo że po skończeniu pierwszej klasy liceum Aleks wyemigrowała do Szwecji. Obie mogą nie widzieć się miesiącami, bywało, że nawet latami, i nadal mają sobie coś do powiedzenia i napisania. Kiedyś w listach, teraz w mejlach i SMS-ach. – Cenię w niej to, że akceptuje świat i ludzi takimi, jacy są. I co niezwykle rzadkie, sama ma do siebie spory dystans – dodaje Agnieszka Glińska.
Dlaczego Paszkowska wtedy wyjechała?

(...)

Więcej w Zwierciadle nr 9/2009

 

 

© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group

O nas | Prenumerata | E-wydania | Kontakt | Reklama | RSS