Logo Zwierciadła

Zwierciadło

kontakt

Z forum...

Więcej na forum


Konkurs
Regulaminy

Sonda

Co sądzisz o adopcji?




Spotkania - 2009

Prymuska

Danuta Hubner

Danuta Hubner

Ta cicha, drobniutka blondynka z opadającą na oczy grzywką to jedna z najważniejszych osób w Unii Europejskiej. Jako unijny komisarz od polityki regionalnej współdecyduje, jakie pieniądze na inwestycje trafią do blisko 300 regionów całej Europy. – To fascynująca, zmieniająca rzeczywistość praca. Bo rzeczywistość trzeba bez przerwy zmieniać, ulepszać – mówi Danuta Hübner, laureatka tegorocznych Kryształowych Zwierciadeł

Rozmawia Jolanta Koral
Zdjęcie: Zosia Zija, Ezeguiel Scagnetti/REPORTERS/REPORTER,
A. Dąbkowski/REPORTER,Paweł Wodzyński/BE&W, MEDIUM


Na zdjęciu rodzinnym trzy siostry: Krysia, Ala, Danusia. Rok 1954, miasto Nisko nad Sanem. Proste jasne włosy, grzywki, białe kokardy, marynarskie mundurki. Identyczne. Niedzielny strój do kościoła. To był dom różnych nakazów i obowiązków, ale nie odczuwały tego jako przymusu, po prostu trzeba było przestrzegać pewnych zasad: coniedzielne chodzenie do kościoła, nauka, utrzymywanie porządku, poznawanie języków obcych (ojciec uważał, że tylko wiedza i znajomość języków otworzą przed nimi świat).
– Najważniejsze, co wyniosłam z domu i co z czasem stało się źródłem mego wewnętrznego piekła, to poczucie odpowiedzialności za innych. Kiedy jestem w Polsce i jakieś wieści docierają do mnie z Brukseli, od razu się czuję odpowiedzialna – za to, co kto powiedział lub czego nie powiedział, zrobił lub nie zrobił. To z jednej strony motywuje do działania, a z drugiej strasznie obciąża. Druga ważna rzecz: potrzeba działania, kończenia tego, co się zaczęło. A trzecia: nie pchać się przed szereg. Zawsze miałam poczucie własnej wartości i nie potrzebowałam mówić w świetle reflektorów: „O, to ja zrobiłam!”. To chyba babskie podejście do życia: rzeczy są zrobione, bo muszą, i to daje satysfakcję. Autorstwo nie jest takie ważne.

Walizki

Bruksela. 40-metrowy gabinet na XI piętrze głównego gmachu Komisji Europejskiej przy Rue de la Loi. Na tym samym piętrze ma swoje gabinety jeszcze pięciu z 26 unijnych komisarzy. Z okna widać morze dachów i zieleń parków Brukseli, a także skomplikowany układ „ekologicznych” lustrzanych szyb, które łapią energię słoneczną (muszą być czyste, dlatego często widać panów, którzy je myją). Ciąg półek: książki, albumy, nagrody. Ręcznie zrobiony żaglowiec. Telewizor, stolik okolicznościowy, kanapa. Stół na osiem osób do spotkań roboczych. Prezenty: rzeźby, lalka z Azorów zrobiona przez dzieci, dziecięce obrazki, ogromny kapelusz tyrolski, kapelusze góralskie z Milówki. Cykl zdjęć artystycznych – cztery pory roku na Mazowszu: lasy, piaski, bagna (autor: prof. Marek Nowacki, szef Centrum Onkologii w Warszawie). Grafiki (też polskie). Ogromne biurko zawalone: sterty ustaw, projektów ustaw, notatek do projektów ustaw. Wszystko skrupulatnie sprząta, gdy wyjeżdża.
– Mam fascynującą tekę: polityka regionalna to kontakt z prawdziwą Europą, lokalną, regionalną, wielonarodową i wielokulturową, Europą spotkań zwykłych ludzi, a nie prezydentów, premierów i ministrów. To jest polityka, którą się tworzy codziennie we wsiach, miasteczkach, szkołach, na uniwersytetach. Dotykam tego niemal codziennie, bo bardzo dużo jeżdżę, przyjęłam sobie taki plan, żeby odwiedzić wszystkie 271 regionów Europy (w tym zamorskie), i w większości już byłam. Takie wizyty lubię najbardziej, bo wtedy czuję, że zmieniam rzeczywistość. Inwestycje europejskiej polityki regionalnej widać gołym okiem, także w Polsce. Kiedy gdzieś jedzie, najpierw uczy się wszystkiego o tym miejscu: historii, kulturze, geografii, gospodarce, ludziach.
– Polityka regionalna to dziś największa część budżetu Unii Europejskiej, a więc ogromna odpowiedzialność. Dzień pracy zaczyna około 8, kończy często o północy. Dziesiątki spotkań, godziny rozmów. Kiedyś jeden z ministrów francuskiego rządu będący z wizytą w Brukseli poprosił ją o spotkanie. Jego i jej kalendarze były tego dnia wypełnione do późna. Zaproponowała jedyną możliwą porę (jak na zwyczaje dyplomatyczne niezwykle wczesną) – 7.30 rano. Stałe Przedstawicielstwo Francji przy UE nie dowierzało. Minister z radością zaproszenie przyjął.
– Ja lubię ludzi. Żeby dobrze współpracować z tak ogromną liczbą ludzi z całej Europy, trzeba ich lubić, rozumieć, znać ich słabe i mocne strony, ale także własne słabości i atuty. Umieć rozwiązywać konflikty. Ciągłe loty (nienawidzi latać). Kiedyś jej walizka dziesięć dni wędrowała między Frankfurtem, Genewą, Sofią i Zagrzebiem, a ona odbywała spotkania w jednym kostiumiku. Jej walizki bardzo często wędrują między lotniskami. Zostaje wtedy z torebką i teczką z dokumentami. Walizka odnajduje się zazwyczaj w ostatnim dniu wizyty. Gdy linia lotnicza w środku nocy, bywa, że i o 2 nad ranem, odwołuje poranny rejs, którym ma lecieć, jej gabinet i organizatorzy wizyty „po drugiej stronie” szukają połączeń, żeby zdążyła.
– A kiedy już po pracy dotrę do domu, siadam w fotelu, patrzę w telewizor i kompletnie nie wiem, co oglądam – moje córki nie są w stanie tego pojąć! Ale muszę zająć się jakąś głupotą, która mnie na chwilę wyłączy.

Ekspert

Nie myślała o ekonomii (w szkole prymuska, świetna z polskiego, od pierwszej klasy podstawówki czytała wszystko, co jej wpadło w ręce, nie wyłączając „Winnetou". Dziś też czyta wszystko, co jej wpadnie w ręce, nie wyłączając „Kodu Leonarda da Vinci", Agathy Christie i rosyjskich kryminałów. - Czytanie to taka modlitwa dnia codziennego - mówi).
Zdecydowała się jednak na Wydział Handlu Zagranicznego legendarnej warszawskiej SGPiS (studiowali tam wtedy Henryka Bochniarz, Leszek Balcerowicz, Dariusz Rosati), bo była świetna z matematyki i znała języki. Na studiach też była prymuską (jedna trója z socjologii).
Zaraz po studiach wyszła za mąż (także ekonomista). W kilka lat zrobiła doktorat i habilitację (starsza córka Karolina w przedszkolu, można było pójść do biblioteki, a nocami pisać). Małżeństwo skończyło się w 1991 roku, gdy wróciła (bez męża) z amerykańskiego stypendium na Uniwersytecie w Berkeley. W wychowywaniu córek pomagały babcie (dziś Karolina robi doktorat z filozofii na uniwersytecie w Chicago, a młodsza Ewa skończyła SGH, zajmuje się konsultingiem, działa w fundacji, która pomaga polskim dzieciom z biednych rodzin w nauce angielskiego).
- Należałam do tych studentów, którzy mieli piątki, a kiedy czegoś nie rozumieli, zakładali, że to ich wina. Czytałam więc więcej niż inni, dopiero jednak kiedy jako nauczyciel akademicki stanęłam po drugiej stronie, pojęłam, że to wszystko było proste, tylko nauczyciele źli. Od tej pory byłam pedagogiem, który miał potrzebę wyjaśniania - i moje doświadczenia akademickie określiły sposób pracy poza uczelnią: nikomu nie mogłabym powiedzieć, że jest głupi albo wygaduje bzdury, tylko próbuję mu wytłumaczyć.
(...)

Więcej w Zwierciadle 6/1009

 

© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group

O nas | Prenumerata | E-wydania | Kontakt | Reklama | RSS