![]()
Rozmawia Monika Richardson
Zdjęcia: Szymon Szcześniak/AF Photo
– Czy mocno cię bolało, gdy mówiono, że założyłaś Partię Kobiet, żeby promować swoją książkę?
– Na początku tak. Myślałam, że ludzie się mylą, czegoś nie zrozumieli i tłumaczyłam na okrągło, że to nie ja jestem w tym ważna, ale interes Polek. Ale potem zobaczyłam, że ważny był wyłącznie kontekst polityczny: gra interesów, której stałam się częścią. Można było mnie ozłocić, a zaraz później zmieszać z błotem, w zależności od sytuacji. Przestałam się denerwować, bo w końcu na to się pisałam, dotykając polityki. A potem już całkiem spokojnie obserwowałam to, co stało się z „Obywatelką”, gdy ukazała się na rynku. Żadnej recenzji w prasie ogólnopolskiej. Inwektywy, których wysłuchiwałam w studiach telewizyjnych. Zakazy występów. Całkowite odwrócenie się od Partii Kobiet, która nagle zaczęła przeszkadzać i mężczyznom, i kobietom, i prawicy, i lewicy. No i moje zanurzenie się w mentalności polskiej. To było pierwsze tak głębokie doświadczenie naszego sposobu myślenia, gdzie rzeczy oczywiste okazują się barierami nie do przejścia. Nie zgorzkniałam, zdobyłam bezcenną wiedzę, tracąc złudzenia.
– Ale takie doświadczenie tobie, pisarce, która nie stroni od formy dziennika, zapewne nie przeszkodziło?
– Śmieszy mnie, gdy słyszę, że celowo wystawiłam się na publiczne biczowanie. Nie ma w tym prymitywnej manipulacji. Przecież nie urodziłam dziecka, żeby to opisać w „Polce”, ani nie stworzyłam komunizmu, żeby debiutować opisem własnej emigracji. Ten rok w Partii Kobiet był warunkiem zachowania szacunku do siebie samej. Spotkałam kilkaset świetnych osób i ścianę, naszą polską ścianę płaczu i niemożności, ozdobioną obłudą, głupotą i wygodnictwem. Zdaje się, że Piotr, mój partner, wiedział to od początku. Tym bardziej jestem mu wdzięczna, że przeszedł tę drogę ze mną.
– Od momentu, gdy rozpoczęłam ten cykl wywiadów, czekam, aż ktoś powie mi: lubię być Polką, Polakiem, tak jak powiedział mi to profesor Davies. Tymczasem słyszę raczej: jestem Polakiem i już wiem, że można z tym żyć. Co tobie się w Polsce podoba?
– Davies tak powiedział, bo jest Polakiem „na jedną nogę” i może polubić jej lekką kulawość, bo ma drugą brytyjską – bardzo sprawną. A polskość to dwie nogi niesprawne i czołgamy się, no chyba że maszerujemy ku czci poległych. Lubię bywać Polką, jest w tym pewna doza masochizmu. Myślę, że dojrzałość polega na zbalansowaniu kilku, czasem sprzecznych stron osobowości, którymi jesteśmy. Dlatego lubię polską gorycz i ułudę. Polski chleb i język są jedyne na świecie. Ale to, do czego naprawdę tęsknię i czego pragnę, tego nie ma i nigdy tu nie było. Jeśli pytasz o przynależność do miejsca, to moim jest Australia. Słyszę ją w infradźwiękach – tarcie jej płyty kontynentalnej jak cielska wieloryba. Aborygeni zamiast historii mieli od kilkudziesięciu tysięcy lat sen. Z krótkim epizodem na koszmar z białymi. Oczyszczające zanurzenie w archetypach, które daje siłę. To jest mój czerwony ląd, płakałam, gdy stamtąd wyjeżdżałam. I wrócę tam, bo doświadczona Polską tęsknię do świata bez historii. Tylko mam jeszcze tutaj parę spraw do załatwienia.
– Historia cię prześladuje?
– Przeraża mnie. Nie przeżywam zwykle wielkich emocji przy czytaniu książek. Zwłaszcza historycznych, które uwielbiam. A jednak po przeczytaniu „Europy” Normana Daviesa budziłam się z krzykiem. To był dla mnie horror, to nagromadzenie rzezi przez ponad tysiąc lat. Historia Europy, czyli masakry. Zamiast cywilizowania II wojna światowa. Jest w „Pamiętnikach” Leni Riefenstahl krótka notka o tym, co robił Hitler w bożonarodzeniowe noce lat 30., gdy Niemcy siedzieli przy choince i śpiewali kolędy. On jeździł sam autostradami, do świtu. Wyobrażasz sobie, co się roiło temu psychopacie błąkającemu się po Europie, którą potem zniszczył? I te miliony Niemców zarażonych jego obłędem. Historia to dramat, a ja za mocno czuję. Nie chodzę dlatego do teatru, bo jak dziecko wierzę w to, co odgrywają. Może dlatego marzę o czymś mniej realnym jak aborygeński sen.
– A na co dzień jak odpędzasz od siebie demony?
podyskutuj na forum...
© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group