Logo Zwierciadła

Zwierciadło

kontakt

Z forum...

Więcej na forum


Konkurs
Regulaminy

Sonda

Co sądzisz o adopcji?




Spotkania - 2008

Dziś jest mi lepiej ze sobą

Maria Seweryn

Maria Seweryn

Dziś jest mi lepiej ze sobą Maria Seweryn skończyła 33 lata. To przełomowy czas w jej życiu. Zagrała w ostatnim filmie Piotra Łazarkiewicza „0_1_0". Pokazała całkiem nową siebie w „Dowodzie", spektaklu wyreżyserowanym przez jej ojca w teatrze Polonia. Mówi, że obudziła w sobie kobietę. Wie już, że może być inna, czasem nawet bardzo niegrzeczna

Rozmawia Sylwia Borowska Zdjęcia Krzysztof Opaliński/Photogram

- Jaką siebie zagrałaś podczas tej sesji zdjęciowej?
- O niczym nie myślałam. Po prostu się rozluźniłam.

- Rzadko ci się to zdarza?
- Na sesjach zdjęciowych rzadko, prywatnie częściej.

- Peszy cię obiektyw?
- Męczy mnie wchodzenie w konwencje, które nie są moje. Tutaj miało być kilka ujęć od niechcenia po skończonej już sesji zdjęciowej. Przez przypadek wyszło coś zadziwiającego.

- Bo spojrzałaś i pomyślałaś...
- Że to prawda, choć jest to całkowita kreacja.

- Chciałabyś być taka na co dzień?
- Nie.

- Komu by się to nie spodobało?
- Wielu osobom, głównie mnie samej. Musiałabym być kontrowersyjna, bezkompromisowa, zimna. Wolę taką zagrać.

- Aktorstwo oznacza granie co rusz kogoś innego. Czy może sprzyja odkrywaniu samego siebie?
-Ten zawód pozwala w pewnym sensie otwierać zaszyte w nas kieszonki. Jednak nie świadczy to o tym, że jesteśmy tacy jak nasi bohaterowie, tylko że tacy moglibyśmy być. Gdybym chciała poszukiwać i odkrywać siebie przez role, pogubiłabym się bardzo szybko, a na pewno nie wiedziałabym, kim jestem. To wręcz niebezpieczne.

Zdjęcia Krzysztof Opaliński/PhotogramZdjęcia Krzysztof Opaliński/Photogram- Które z „kieszonek" zaskoczyły cię najbardziej?
- Rolą, która uruchomiła nieznane mi wcześniej emocje, była Irina z „Miss HIV" Macieja Kowalewskiego. Bezwzględna laska, która idzie po trupach do celu. Kłamie, udaje, manipuluje. Granie takiej postaci sprawia mi ogromną przyjemność. Rozładowuję się. Miałam szczęście pracować z reżyserami, którzy przy każdym naszym kolejnym przedsięwzięciu mówili: „A teraz poszukamy w tobie czegoś innego, nowego". W „Polaroidach" Marka Ravenhilla u Anny Augustynowicz grałam Nadię, dobrą, ale pogubioną dziewczynę, która bierze narkotyki. Po roku grania tego spektaklu Ania przychodzi do mnie i mówi: „Koniec z dzidzibutką. Przestań przebierać tymi nóżkami. Minął rok, ty się zmieniasz, idź za sobą w tej roli". To nie było przyjemne, ale bardzo twórcze. Kiedy stawiałam pierwsze kroki w zawodzie, miałam opinię osoby pierdolniętej, chaotycznej, ale na scenie bardzo prawdziwej. W „Dowodzie" Davida Auburna wypowiadam tekst: „Dowód jest w porządku, ja to wiem, ale dla mnie wciąż jest na zszywaczach, kanciasty, chropowaty", i wtedy myślę o sobie. Znam to uczucie, kiedy jestem pewna, że dobrze myślę, tylko coś przeszkadza mi to zagrać.

- Po premierze „Dowodu" ludzie się tobą zachwycili. Byłaś wreszcie tak bardzo wyraźnie „inna".
- Wszyscy pytają mnie: co się stało? Nie wiem, co mnie aż tak bardzo zmieniło. Może to, że byłam z ojcem codziennie aż przez trzy miesiące, w dodatku u mamy w teatrze? Miałam wreszcie oboje rodziców przy sobie. To mi się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Może tego potrzebowałam. A może wcale się nie zmieniłam, tylko ta rola dała mi możliwość pokazania siebie zupełnie innej. Nie wiem.

- W tej czarnej sukience na scenie wyglądałaś seksownie. Takiej cię nie znałam.
- Dziękuję, czuję się w niej świetnie. Ale to dzięki Magdzie Maciejewskiej, która zaprojektowała kostiumy do spektaklu.

- Obudziłaś w sobie po 33. roku życia kobietę? (...)

Więcej w Zwierciadle 9/2008

podyskutuj na forum...
 

© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group

O nas | Prenumerata | E-wydania | Kontakt | Reklama | RSS