Logo Zwierciadła

Spis treści

Konkurs
Regulaminy

Na dobry początek

Nie jest ważne, ile dajemy,
ale ile miłości w to wkładamy
– to jest właśnie wprowadzanie
w czyn współodczuwania.


{Matka Teresa z Kalkuty}
Akademia Zwierciadła

E-wydania

Sens-okładka

powrót


Felieton Gościnny

AUTOR: Wojciech Młynarski
Zdjęcie: Wojciech Gmitruk/FORUM

Pragnę skorzystać z okazji, jaką daje mi ten felieton, by podzielić się z Państwem uwagami na temat pewnego procesu. Otóż wiele dziedzin naszego życia kulturalnego, zachowując swą nazwę, zmienia całkowicie treść, oddziela się od swych korzeni i od swych cech właściwych, stając się rodzajem atrapy, fasadą dla treści zgoła przeciwstawnych. Proces ten omówię na przykładzie zjawiska, którym interesowałem się i interesuję tak teoretycznie, jak i praktycznie, a mam tu na myśli kabaret.

W moim przekonaniu kabaret polski – ten rodem z krakowskiej Jamy Michalikowej, z pisanych przez Boya-Żeleńskiego do Zielonego Balonika kupletów – spełniał kilka istotnych cech: odbywał się w małych, specyficznych pomieszczeniach, eksponował twórczość wybitnych autorów i wykonawców i poszukiwał inteligentnej publiczności. Słowem, ten kabaret to było zjawisko elitarne. Tak samo działo się w kabarecie międzywojennym: wybitni autorzy, tacy jak Hemar czy Tuwim, na scenie obowiązkowo gwiazdy – Ordonka, Zimińska, Dymsza, a dzień po premierze cała Warszawa przerzucała się bon motami konferansjera Fryderyka Jarossyego.

Dobra piosenka czy skecz to były rodzaje miniscenek, w których na zainteresowanie widza i sukces miało się tylko trzy minuty. Mowy nie było o przegadaniu, dłużyźnie, zagrożeniu nudą. Manifestowała się cecha podstawowa – artystyczny skrót myślowy.

Te zasady nie zmieniły się i w okresie PRL-u. Jeden z pierwszych kabaretów nazywał się Siedem Kotów. Debiutowała w nim Irena Kwiatkowska, a teksty pisali m.in. Artur Maria Swinarski i Konstanty Ildefons Gałczyński. Kabaret, rzekłbym zawodowy, miał po wojnie wielu wybitnych reprezentantów: Szpaka, Wagabundę, Dudka (o czym za chwilę), Konia i Owcę Jerzego Dobrowolskiego i specyficzną Piwnicę pod Baranami. Zjawiskiem szczególnym był nadawany przez telewizję „Kabaret starszych panów”. Kabaret nietelewizyjny zderzał się często z cenzurą i obchodził ją przy pomocy aluzji, Przybora w „Kabarecie... ” nie interesował się peerelowską rzeczywistością, tworzył cudowną, lekko surrealistyczną scenerię i – co najważniejsze – miał niebywały sukces u publiczności.

W początku lat 60. mieliśmy też wiele studenckich kabaretów, jak STS, Stodoła czy Hybrydy, w których debiutowałem. Powiedzieć można, że twórcy i wykonawcy z tych kabaretów szybko przechodzili na zawodowstwo – Osiecka, Abramow, Jarecki, Tym, Merle i Utrata z STS-u, a Jan Pietrzak przeobraził Hybrydy w zawodowy Kabaret pod Egidą. Piosenki, skecze i monologi tych autorów nawiązywały do najlepszych wzorów. Były ambitne i stosowały skrót myślowo-artystyczny.

Mnie Edward „Dudek” Dziewoński „wygarnął” do swojego Dudka. Pracując z nim przez 10 lat, zacząłem trochę rozumieć, czym jest kabaret. Że wybitni wykonawcy, że pisane pod nich teksty. Tę wiedzę starałem się przekuć w praktykę. Proponowałem programy kabaretowe przy estradzie czy telewizji. Wszędzie argument był ten sam: „Gwiazdy? Znani autorzy? Za drogo, mistrzu kochany!”.

A trzeba Państwu wiedzieć, że wtedy, ok. 25 lat temu, działał akademicki przegląd zespołów kabaretowych PAKA w Krakowie. Co rok kilka, jak nie kilkanaście programów. I wtedy ktoś – chciałbym wiedzieć kto – wpadł na genialny pomysł: po co wydawać pieniądze na honoraria dla zawodowych twórców i gwiazd? Wpuśćmy do telewizji PAK-ę!

I wpuszczono. Zaczęto urządzać spędy w amfiteatrach. Wykonawcy zapewne nie żądali i nie żądają drogo. Mają zbyt wielkie parcie na szkło. Cel wyścigu jest jeden – czyj występ publiczność skwituje głośniejszym rechotem. Zaginął słynny kabaretowy skrót. Zginął styl, wdzięk, swoiste poczucie humoru. Dwóch, trzech wykonawców okupuje scenę po 20, 30 minut. Tematyka skeczów, bo dominują skecze, jest często tak żenująca, że trudno mi o tym pisać. Ale, ale – wyłączam z tej krytyki Grupę MoCarta i kabaret Mumio.

Pora na konkluzję. Kabaret polski, ten, który utrzymywał ciągłość tradycji, przestał istnieć. Pod nazwę „kabaret” podszywa się dziś naganny proceder w świetle jupiterów TV.

I jeszcze jedno – czas szybko płynie i bardzo być może, że to, nad czym tak się zżymam, okaże się wykwintną normą? Zgodnie z powiedzonkiem Leca, że facet zszedł na dno i usłyszał pukanie od spodu.

Wojciech Młynarski Poeta, autor tekstów, reżyser i wykonawca piosenki autorskiej. Satyryk, artysta kabaretowy, tłumacz i autor librett, twórca tzw. felietonów śpiewanych i programów autorskich poświęconych m.in. Brelowi, Hemarowi. Debiutował na początku lat 60. w klubie studenckim Hybrydy

Z forum...

Więcej na forum

Newsletter

 

© Copyright Zwierciadło 2008 | projekt i wykonanie discipline Media Group

O nas | Prenumerata | E-wydania | Kontakt | Reklama | RSS